Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Giant Days tom 6 Nie wariuj, Daisy

Ostatnim razem pisałem, że zwyczajne życie nie przestaje dawać naszym bohaterkom w kość. O ja naiwny, nawet nie wiedziałem co je jeszcze czeka. Włamanie i próba odzyskania straconych pamiątek. Użeranie się z wrednym sąsiadem. Poszukiwanie lepszej pracy. Wystawianie pierwszej kolacji. Ciężka choroba. Oraz miłosne wzloty i upadki. Drugi rok studiów nie szczędzi Esther, Daisy i Susan wrażeń.

W recenzji poprzedniego tomu chwaliłem, że John Alison pozostaje wierny swoim korzeniom. Zaczynał w końcu od komiksów sieciowych. Podtrzymuję oczywiście to stwierdzenie. Dalej widać, że ma on rzadko spotykane podejście wśród scenarzystów na Amerykańskim rynku. Jego priorytetem jest uczynienie każdej, lub niemal każdej, strony zabawną samą w sobie. To widać najlepiej gdy przeskakuje całą scenę spotkania z paserem w zeszycie #21. Daje nam moment zaraz przed a potem konkluzję i każe zastanawiać, co się właściwie stało. Inny autor wcisnąłby niepotrzebną scenę budowania napięcia by się popisać. Wiecie, takie "patrzcie na mnie, potrafię pisać też thrillery!". Ale Alison nie zapomina, że pisze w pierwszej kolejności komedię. Co nie służy temu celowi, wylatuje.

Tym razem chcę również pochwalić jego talent do przeplatania wątków. Pewne elementy przewijają się w kolejnych stronach przez więcej zeszytów jak lont. I dopiero po jakimś czasie przychodzi ten moment, gdy dane jest im eksplodować. Nie przesadza z tym jednak tak jak autorzy piszący z planem na dziesiątki zeszytów. Giant Days dalej pozostaje tytułem bliższym sitcomowi niż współczesnym komiksom. A epizodyczna struktura zapewnia sporą przystępność. Możesz wziąć dowolny zeszyt i dać go laikowi do przeczytania bez wywoływania większej konsternacji. W poprzedniej recenzji stwierdziłem, że nowi czytelnicy powinni zacząć od tomu pierwszego. O ile podtrzymuję to stanowisko to pragnę coś wyjaśnić. Mówię tak nie dlatego, że uważam ten czy poprzedni tom za nieprzystępne. Z zasady uważam, że lepiej jest zaczynać od początku. Jednakże jeśli ktoś wskoczy w serię w tym tomie, nie rozczaruje się.

Jedyny problem jaki widzę w tym podejściu dotyczy zgorzkniałego sąsiada naszych bohaterek. Staruszek ten przewija się przez tom. Głównie darząc nasze bohaterki nienawistnym spojrzeniem z daleka i będąc gburem. Ale kiedy Esther go odwiedza, wydaje się zaskakująco normalny. Tylko aby potem wrócić do bycia opryskliwym. Po czym Alison nagle ucina jego wątek bez szans na kontynuację. Wydaje mi się, że z tą postacią autor do końca nie wiedział co zrobić i katapultował ją z komiksu gdy tylko zdał sobie z tego sprawę.

Skoro o postaciach pobocznych mowa, w tym tomie naczelną rolę w tej grupie zajmuje Ingrid. Przebojowa studentka psychologii, dalej próbuje zdobyć serce Daisy. I staje się istnym tornadem w życiu bohaterek, doprowadzając do przezabawnych sytuacji. To ten typ postaci, która potrafi wyciągnąć co najlepsze z innych przez interakcje. W tym wypadku z naciskiem na potencjał komediowy. Szczególnie posadzenie jej obok Deana dało przezabawne rezultaty. Podoba mi się również obserwowanie Daisy stawiającej pierwsze kroki w romantycznym związku. Tytuł świetnie oddaje, jak może to być niezręczne, szczególnie spotykając się z osobą o tak odmiennym temperamencie. Dobrze, że może liczyć na wsparcie przyjaciółek.

Ilustracje Maxa Sarina i Liz Fleming należy szczególnie pochwalić wyrazy twarzy. Podziwiam to jak wiele potrafią przekazać za pomocą ekspresji. To znacznie wzbogaca nie tylko efekt komediowy. Wzrasta również poziom na który możemy rozumieć wewnętrzny świat bohaterów i utożsamiać się z nimi.

Tłumaczenie Bartosza Sztybora stoi na stosunkowo dobrym poziomie. Udaje mu się wybrnąć z wielu gierek słownych oryginału, nie tracąc nic z humoru. Niekiedy wydaje się pozwalać sobie na nadmierne odejście od oryginału żartu. Jednak w wielu wypadkach jest to konieczność. Znalazłem jednak parę przypadków gdy tłumaczenie ucina sobie za bardzo drogę. W oryginale Esther mówi do Susan “Daisy’s distraught”. Jakimś cudem straciło drugą połowę, przez co wygląda jak pomylenie imion bohaterek w tym kontekście. Zapewne łatwo by to było zignorować. Ale na tej samej stronie tłumacz musiał popisać się mową “sienkiewiczowską". To dobre rozwiązanie wobec staroangielskiego tekstu oryginału. Ale przez to cała strona wyróżnia się więc dialogami, w tym i błąd. Drugi wypadek ma miejsce gdy Dean zaczyna nawijać o eseju Larry’ego Nivena “Man of Steel, Woman of Kleenex”. Którego nazwa zostaje przetłumaczona jako “Mężczyzna ze stali, kobieta z płaczu”. I ja rozumiem logikę, Kleenex to marka chusteczek higienicznych. Ale przyznacie, że to było parę skoków w skojarzeniach za daleko. Nie można tego nawet zrzucić na podążanie za ustalonym wcześniej tłumaczeniem. O ile mi wiadomo, ten esej nigdy nie został oficjalnie przetłumaczony. No i byłaby to jawna niekonsekwencja. Wcześniej bohaterki oglądają “Attack on Titan” i tłumacz nie użył oficjalnego tłumaczenia nazwy ale zrobił swoje.

Pomimo tych niedociągnięć, Giant Days pozostaje świetną rozrywką. Zdecydowanie polecam ten tom fanom serii jak i nowym czytelnikom zarazem. Drugi rok studiów to nowy początek - trudno o lepszy moment aby wprowadzić nową krew do fandomu.

Demogorgon

Giant Days tom 6: Nie wariuj, Daisy
Scenariusz: John Allison
Rysunki: Max Sarin
Tłumaczenie: Bartosz Sztybor
ISBN: 978-83-8110-777-8
Oprawa: miękka
Ilość stron: 112
Format: 170x260
Cena: 42 zł

Komiks można kupić w sklepie wydawnictwa Non Stop Comics


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.