Avalon » Publicystyka » Artykuł

It's Morphin Time! #2 Droga do Shattered Grid cz. 1


(tekst zawiera spoilery z numerów #0-11 i Annual 2016 serii Mighty Morphin Power Rangers)

"No Ranger is Safe" w dość niepokojący sposób zapowiadało zakończony jakiś czas temu pierwszy event w uniwersum Power Rangers od BOOM! Studios. Shattered Grid wstrząsnął światem nastolatków obdarzonych nadprzyrodzonymi mocami, rozlewając się na dorobek serialowy i komiksowy Rangerów. Zanim jednak przyjrzymy się bliżej temu ogromnemu crossoverowi, rzucimy jeszcze raz okiem na 24 zeszyty, które doprowadziły nas do punktu w tej historii, przed którym powinni drżeć wszyscy wojownicy w lateksowych strojach.

BOOM! Studios, za pośrednictwem Kyle Higgins’a, rozbudowało świat Rangerów w niesamowity sposób. To już nie tylko schematyczny serial z lat dziewięćdziesiątych, to opowieść wzbogacona o dojrzalsze podejście do postaci, mrok, czy kompetentnych antagonistów. Podana na nowo, zmienia sposób postrzegania Rangerów znanych nam dobrze sprzed lat. Jak to jednak wygląda w praktyce?

Pierwsze zeszyty, składające się na swoisty prolog, skupiają się na postaci Tommy’ego, który właśnie wyzwolił się z wpływów Rity i przyłączył się do Power Rangers. Komentarzem do zmian w składzie obrońców Ziemi, zajmują się w zabawny sposób Bulk & Skull (polskiemu widzowi znani raczej jako Mięśniak i Czacha, na łamach komiksu możemy śledzić ich przygody, które mam nadzieję przybliżyć wam przy innej okazji). W trakcie wywiadów stawiają oni przed bohaterem ciekawe pytanie: czym są dla niego Power Rangers?

Zielony wojownik uczęszcza grzecznie do szkoły, umawia się z Kim, trenuje pod pilnym okiem Zordona i cały czas słyszy głosy z tyłu głowy. Wspomniałem wyżej o kompetentnych antagonistach nie bez powodu. Rita wciąż gnieździ się w głowie Tommy’ego i przygotowuje się do realizacji pozornie nieskomplikowanego planu. Warto zwrócić uwagę na metodykę Zordona. Projektuje on treningi w taki sposób, żeby Rangersi musieli ponieść w ich trakcie klęskę, słynna głowa w tubie nigdy nie był specjalnie wzorowym mentorem, ale ta lekcja nosi ślady okrucieństwa. Takie podejście budzi uśmiech u czytelnika. Co najważniejsze, nie jest to uśmiech politowania.

W tle przewija się też reszta zespołu. Budowana jest między nimi relacja (czy może raczej: pokazywana jest na nowo), rodzi się ta naturalna chemia, wyznaczane są dla nich zadania. Jednak w mojej opinii stanowią oni w pierwszych zeszytach tło dla rozterek Tommy’ego. To przez niego w zespole dochodzi do zgrzytów i drobnych nieporozumień, a pod płaszczykiem przyjaźni zdaje się ukrywać nieufność. Tommy jest osamotniony w drużynie, w której próbuje znaleźć miejsce. Jason i Zack zostają po lekcjach w kozie, czarny wojownik ukrywa coś przed resztą przyjaciół, ale ten problem blednie w obliczu nowego Rangera w drużynie, na którego temat szybko przenosi się dialog. Nawet Trini i Billy skupiają się na Dragonzordzie, należącym do zielonego wojownika, w którego wnętrzu szukają przyczyny nagłych awarii i braku kontroli nad Zordem. Choć żółta i niebieski wciąż stanowią tło, to ich relacja jest pokazana najciekawiej, tworzą sympatyczną parę, nawet ich żarty są naturalne i zwyczajnie bawią. Rodzi się jednak problem właśnie z prawami własności, gdzie na scenie pojawia się Scorpina. Kyle sięga po postać, która zapomniana zniknęła z serialu nagle i rzuca nią prosto w ulubieńca publiczności. Wplata też postać matki Tommy’ego, bezpośrednio grozi jej, czym spycha zielonego wojownika na skraj wytrzymałości. Jest to kolejny element, którego na próżno szukać w oryginalnym serialu, musimy pamiętać, że posiadający niezwykłe moce Power Rangers są wciąż nastolatkami, dla których jednymi z najważniejszych ludzi w życiu są rodzice. Ten element będzie wykorzystywany jeszcze wielokrotnie i na pewno nadaje to bardziej ludzkiego wymiaru całości.

Walka wygląda fajnie, choć to słowo nie świadczy dobrze o tym co opisuje. Starcie jest raczej szablonowe, krótka przepychanka, transformacja, wreszcie przybywa kawaleria. Ważniejsza okazuje się druga potyczka, która równolegle toczy się w głowie bohatera. Rita potrafi wykorzystać słabości swojego dawnego podopiecznego i umiejętnie wbija szpilę w serce zespołu. Podkreślę to po raz kolejny, ale to naprawdę kompetentny złoczyńca, zwłaszcza jeśli spojrzymy na nią przez pryzmat rozkrzyczanej, wiecznie przegrywającej z nastolatkami wiedźmy z Księżyca, jaką pamiętamy z serialu. Choć Skorpina ucieka bez monety zielonego wojownika, to właśnie czarownica odnosi tutaj zwycięstwo i to jednocześnie na kilku płaszczyznach. Przede wszystkim rozbija powoli zespół, wywleka ich wzajemne konflikty, cały czas mąci w głowie Tommy’ego i to tuż pod pilnym okiem Zordona, jednocześnie kontynuuje realizację niepozornego wciąż planu. Nie odpuszcza bohaterowi nawet, kiedy ten traci przytomność, serwując mu niepokojący koszmar.

Na kilka chwil przenosimy się też do Goldara, który pozbawiony honoru siedzi zamknięty w celi (co ciekawe znajdującej się w wymiarze, nad którym ma sporą kontrolę) po tym, jak stracił zielonego wojownika, czym zhańbił siebie i swoją przywódczynię. Karykaturalny małpolud w złotej zbroi odmawia jedzenia, cierpliwie wyczekując przybycia Rity. Te kilka kadrów oddaje postać prawdziwego, choć złego wojownika.

Trini bada Tommy’ego w laboratorium, w celu sprawdzenia co się dzieję z nim i z jego połączeniem z mocą. Ma tutaj miejsce chyba pierwszy tak przyjemny dla zielonego wojownika dialog z członkiem nowej drużyny, tym bardziej cieszy, że wybrano do tego postać, z którą zdaje się miał najmniej wspólnego. Rozmowę przerywa niespodziewany atak, który okazuje się być wyłącznie halucynacją. Oliver zdecydowanie przegrywa starcie o własny umysł z Ritą.


Na jego niekorzyść działa również odbywająca się w tym samym czasie narada reszty zespołu. Podczas gdy Kim usilnie broni nowego towarzysza, Zack przedstawia go w możliwie złym świetle. Na wyjaśnienie powodów jego zachowania przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać, ale nie można odmówić mu racji. Wszystko jest tutaj zależne od punktu widzenia, a dostajemy ich od autora kilka, sprytnie wplecionych w niepozorny dialog.

Tommy w końcu przyznaje co się z nim dzieje, jest zagubiony i bezsilny, a reakcja Jasona i Zacka tylko pogarsza relacje w zespole. Burzę, jaka rozpętała się w centrum dowodzenia przerywa nagły atak Dragonzorda. W tym miejscu akcja przybiera formę znaną z serialu. Drobne nieporozumienia idą w odstawkę kosztem wyższego dobra, Rangersi ruszają do walki w swoich Zordach, a Tommy zwalcza toczące go wątpliwości i bohatersko zjawia się na polu bitwy. Normalnie w serialu w tej chwili dostalibyśmy zakończenie, w którym nastolatkowie godzą się i przepraszają, a Rita wrzeszczy na swoich podwładnych bo jej plan, jak każdy poprzedni, spalił na panewce. Jednak komiks idzie w inną stronę, a niepozorny plan czarownicy, w końcu zaczyna nabierać kształtu. Rangersi wciąż nie potrafią ostudzić emocji, wyrzucają Tommy’emu nieodpowiedzialne zachowanie, Zack słowami podburza Jasona coraz mocniej i mimo interwencji Zordona chłopcy prawie rzucają się sobie do gardeł.

Plan Rity zakładał wykorzystanie energii chaosu i odpowiedniego jej kamienia, który zbierał w sobie negatywne emocje, w celu otworzenia portalu. Drużyna do tej pory jawiła się raczej tykającą bombą, która w końcu musiała eksplodować. Dosłownie. Skutkiem czego wśród zgliszczy centrum dowodzenia, pojawił się nowy antagonista. Black Dragon.

Kolejny zeszyt daje nam chwile przerwy, w retrospekcjach serwując odpowiedzi na kilka pytań. Warto tutaj przede wszystkim zwrócić uwagę na zmianę rysownika, co już w pierwszych kadrach uderza nas zresztą prosto w oczy. Thony Silas (znany choćby z  Hunt for Wolverine: Mystery in Madripoor) to świetny rysownik, ale zdecydowanie nie pasuje mi jego wizja Rangerów i cieszę się, że pojawia się tutaj gościnnie. Sam komiks pokazuje nam chwile, w której Rita decyduje się na wprowadzenie do gry swojego Rangera i szuka odpowiedniego kandydata. Dowiemy się tutaj dlaczego wybór padł na Tommy’ego, dlaczego Zack jest do niego tak wrogo nastawiony, poznamy też chwilę, w której Black Dragon przemówił do Rity po raz pierwszy.

Po tej przerwie wracamy do akcji i zniszczonego centrum dowodzenia. Po krótkiej wymianie zdań z przybyszem dochodzi do bezpardonowej walki. Najlepszego starcia, jakie do tej pory oglądamy na stronach tego komiksu. Black Dragon upokarza swoich przeciwników, zmuszając ich do odwrotu i przegrupowania. Nim jednak drużynie udaje się teleportować do Pocket Dimension (to właśnie w tym miejscu Zordon przygotowywał swoje okrutne treningi), przybysz łapie niebieskiego wojownika. W wymiarze dochodzi do kolejnych spięć w drużynie, szybko załagodzonych przez różową wojowniczkę. Power Rangers muszą opracować plan uratowania Billy’ego, Zordona i Alpha, podczas gdy Rita przybywa na miejsce starcia. Na jej oczach Black Dragon przy pomocy monety niebieskiego wojownika łączy się z Morphin Grid i zakłóca przepływ energii Power Rangers. Wszyscy tracą moc poza Oliverem, który z przerażeniem przygląda się jak jego towarzysze tracą swoje stroje w wielobarwnym rozbłysku.

Kolejne zeszyty niemal w niczym nie przypominają serialowej konstrukcji. Rita gnieździ się w centrum dowodzenia, skąd wygłasza swoje ultimatum dla świata. Dzięki Black Dragon’owi zyskuje dostęp do Zordów, przy pomocy których sieje terror na świecie. W tym samym czasie Rangerzy szykują akcje odwetową, domyślają się gdzie znaleźć Billy’ego i bez dłuższego namysłu lecą na Księżyc w Dragonzordzie. Na pokładzie znajduje się Jason i Tommy, którzy wspólnymi siłami podejmują próbę odbicia przyjaciela. Niefortunnie dla nich na drodze szybko staje im Black Dragon, krzyżując ich plany. Dochodzi do kolejnego, brutalnego starcia, które zielony wojownik niemal przypłaca życiem. Dostrzegamy tutaj jakąś nić łączącą bohatera z nowym antagonistą. Power Rangers ponownie muszą się wycofać nie osiągając swojego celu. Udaje się im jedynie zabrać urwaną w walce metalową rękę przeciwnika. Podczas kiedy Trini próbuje poddać analizie zdobycz, Zack i Tommy odbywają krótką i szczerą rozmowę, padają w końcu między nimi przeprosiny. W wyniku rozmowy Oliver wpada na plan, który pozwala mu podzielić swoją moc między pozostałych Rangerów. Jedynym efektem ubocznym jest kolor ich strojów. Wszyscy występują od teraz na zielono.
Ultimatum dobiega końca. Black Dragon w asyście Zordów ma właśnie rozpocząć zmasowany atak na największe miasta świata, kiedy przed armiom pojawia się Jason w odmienionym stroju. Przeczy on zapewnieniom przeciwnika o dostępie do Zordów i bez problemu teleportuje się do swojego. Rozpoczyna się starcie na ogromną skalę, kiedy Rangerzy wspólnie atakują przeciwnika. Wracamy na odmienione tory serialu i choć ponownie oglądamy walkę wielkich robotów, to emanuje ona świeżością.

Goldar i Billy obserwują batalię z mrocznego wymiaru, którego obaj są więźniami. Mimo wszystko jednak panem tego miejsca wciąż jest główny generał Rity, który wyraźnie nie pała sympatią do jej nowego towarzysza. Zwraca uwagę Billy’ego na nienaturalne zachowanie Black Dragona, który bez żadnej ingerencji dowolnie kurczy się i rośnie do monstrualnych rozmiarów. Niebieski wojownik umiejętnie manipuluje rozmową sprowadzając ją do prostej konkluzji: wróg mojego wroga to mój przyjaciel. Efektem czego Goldar wypuszcza go z swojego wymiaru.

Kolejne wydarzenia następują po sobie błyskawicznie. Billy pojawia się obok Tommy’ego i wspólnie ruszają do wnętrza Black Dragona, skąd też informują pozostałych o rychłym końcu starcia. Zielony wojownik demoluje przeciwnika od środka, który niemal natychmiast zaczyna się kurczyć. Radość nie trwa jednak nawet chwili, bohaterowie odkrywają, że nie mogą się teleportować na zewnątrz. Tommy prosi tylko o przekazanie jego ostatnich słów mamie.


W zgliszczach Trini znajduje elementy konstrukcyjne świadczące o pochodzeniu Black Dragona. Części te należą do Dragonzorda. Rita obserwuje niezwykłe odkrycie z dawnego centrum dowodzenia i zwraca się o wyjaśnienia do swojego nowego towarzysza. Ten mówi, że nigdy nie przybył do jej świata, wysłał jedynie wasala. Wie on też gdzie znajduje się Tommy i Billy. Są w jego świecie. Następny kadr ukazuje nam postać zasiadającą na tronie. Ranger, jakiego nie widzieliśmy nigdy wcześniej. Kadr wzbudzający niepokój i zachwyt jednocześnie.

Rodzą się kolejne pytania, a nam przyjdzie znów zaczekać na wyjaśnienia. Kolejny zeszyt ponownie serwuje nam retrospekcję, tym razem stawiając w centralnej roli Billy’ego. Za kreskę odpowiada Jonathan Lam, kolejna chwilowa zmiana, na pewno  przyjemniejsza w odbiorze od poprzedniej. Sam komiks stara się odpowiedzieć na pytanie, kim jest prawdziwy bohater. Niebieski wojownik, jako zespołowy mądrala, nie pasuje może do popularnej definicji heroizmu, ale dowodzi go w walce z własnymi słabościami.

Rodzice radują się z powrotu dzieci do domu. Tulą swoje potomstwo, wysłuchują wyjaśnień, ale przecież przyszło im żyć w świecie, w którym co rusz szalona czarownica zrzuca im na głowy gigantyczne potwory. Państwo Cranston i pani Oliver składają wyjaśnienia policji, obdzwaniają znajomych, wiedzą, że ich dzieci muszą gdzieś być.

Billy i Tommy, pozbawieni w tej chwili mocy, stają przed ogromnymi posągami Rity i zielonego wojownika. Monumentalny widok, ale zadałem sobie pytanie, czy każdy złoczyńca, który wygra, ma w swoim długofalowym planie pomnik sięgający do nieba? Niemniej bohaterowie słyszą o zbliżającej się godzinie policyjnej, o zwycięstwie Rity, której domem stało się ich miasteczko oraz o władającym lordzie Drakkonie. Ich umysły zasypuje lawina pytań, przerwana dopiero przez legitymującego ich żołnierza, odzianego w coś na wzór stroju czarnego wojownika. Próba wymigania się z problemu kończy się fiaskiem, kiedy żołnierz dostrzega smoczy sztylet wystający zza pasa Tommy’ego. Bohaterowie podejmują ucieczkę, próbując zgubić pościg, jednak miasteczko nie jest takie samo jak je zapamiętali.

Goldar doczekuje się w końcu wizyty swojej władczyni, która to oswobadza go pozwalając odkupić swój honor. W tym czasie pozostali Rangerzy ponownie odwiedzają zgliszcza i resztki Black Dragona. Trini tłumaczy wszystkim, że Zord, nie jest tylko wyposażony w części Dragonzorda, jest jego dokładną kopią, na tyle, że to dosłownie ta sama maszyna.

Przed zielonym i niebieskim wojownikiem rozpościera się nie lada widok. Cmentarzysko Zordów, jakie dopiero mieli oglądać w przyszłości. Zatrważający obraz przerywa wezwanie kogoś z dołu. Głos dobiegający z szczeliny zareagował na ich obecność i poprosił o pomoc. Tommy decyduje się odnaleźć rozmówcę i natrafia na gadający miecz. Saba, bo tak przedstawia się oręż, znany jest, podobnie jak znajdujące się wyżej Zordy, z kolejnych sezonów serialu. Ponownie nie dostajemy jednak czasu na przemyślenie sytuacji, kiedy na scenę wkracza lord Drakkon. Uradowany z odnalezienia miecza, zwraca się do bohaterów, obiecując, że ich pobyt w tym świecie będzie niefortunnie krótki. Po chwili rozmowy zdradza on swoją tożsamość.


Poza omawianą serią składają się na nią jeszcze annuale, wydawane od 2016 roku. Stanowią one zbiór pojedynczych historii, które dopełniają obrazu całości, splatając ze sobą zarówno główne serie, jak i wątki serialowe. Pierwszy rok serii uczczony został sześcioma historiami tworzonymi i rysowanymi przez różnych autorów. Mamy tutaj pełne spektrum komiksowej kreski, począwszy od niemalże mangowej „A Spot of Trouble” autorstwa Marguerite Bennett i rysunku Huanga Danlana, poprzez pozornie niedbałe „It’s Putty Time” Jamesa Kochalka, skończywszy na starej szkole Treya Moore w „Only The Strong”. Annual ten przedstawia nam życie Rangerów w różnych sytuacjach, dopiero w ostatniej historyjce skupiając się na ich bohaterskiej stronie. To dobry komiks jeśli chcemy odpocząć od głównych wątków, a jednocześnie dobrze bawić się ze znanymi bohaterami. Od strony merytorycznej największą wartość jak dla mnie prezentuje tutaj „Only The Strong”, opowiada o losach Goldara i jego brata w służbie lorda Zed, a same wydarzenia napomknięte są przy okazji Go Go Power Rangers (serię z tego samego uniwersum, którego akcja rozgrywa się na długo przed pojawieniem się w drużynie zielonego wojownika). Sam komiks jednak przeznaczony jest raczej dla hardcore’owego fana i można go pominąć, nie tracąc przy tym zbyt wiele.

Znajdujemy się właśnie mniej więcej w połowie omawianego Mighty Morphin Power Rangers od BOOM! Studios, przyszedł więc czas na drobne podsumowanie. Jest to komiks przede wszystkim dobrze napisany i przemyślany. Autor w wielu miejscach ufa naszej wiedzy i puszcza do nas oczko, ale nie gubi się w kreowanej historii, a jego Rangerzy nie wychodzą z roli i to wciąż serialowe, choć rozbudowane postacie. Na uwagę zasługuje też fakt, że akcja toczy się tutaj w 201X roku, o czym świadczą chociażby smartfony, ale nie przeszkadza to w niczym. Rangerzy zawsze byli futurystyczni, a i tak wciąż komunikują się przy pomocy zegarków. W dalszej części tekstu zaspoilerujemy tożsamość nowego antagonisty i jeśli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się z komiksem, jest to dobry przystanek w naszej analizie.

Mateusz "Hawk" Cebrat

Część druga "Drogi do Shattered Grid" już za dwa tygodnie!

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.