Avalon » Publicystyka » Artykuł

We're in this together - komentarz do Amazing Spider-Man (2018) #1

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią, pora przyjrzeć się nieco bliżej wydanemu w ubiegłym tygodniu pierwszemu numerowi nowej odsłony serii Amazing Spider-Man. Jak to mamy w zwyczaju w przypadku komentarzy, omówimy ten zeszyt krok po kroku, oczywiście ze spoilerami.



Numer otwiera scena snu Petera, w której ten zaprowadza Mary Jane na szczyt Empire State Building, gdzie razem podziwiają panoramę Nowego Jorku. Widzimy tu Petera w swoim czarnym stroju i już tutaj zapaliła mi się lampka, że gdzieś to już wcześniej widziałem. Nick Spencer tą sceną sprytnie nawiązuje do Sensational Spider-Man Annual z 2007 roku autorstwa Matta Fractiona i Salvadora Larocci. Wspomniany komiks rozgrywa się pod sam koniec One More Day, tuż przed tym, jak małżeństwo Mary Jane i Petera zostało usunięte z rzeczywistości. To świetny zeszyt, pokazujący w bardzo dobry sposób związek tej dwójki, to kim są dla siebie, jak wiele przeszli razem i ile dla siebie znaczą. Nawiązanie to jest o tyle ciekawe, że Peter nie powinien pamiętać tej sytuacji, a w jakiś sposób jednak pozostało w nim to wspomnienie. Mamy tu tym samym pewną wskazówkę co do tego, co stanie się w dalszej części tego numeru. Ale po kolei.

Peter budzi się, gdyż jego nowy współlokator, Fred Meyers a.k.a. Boomerang, gra o piątek rano w Call of Duty: Latveria, gdyż tylko wtedy może grać z koreańskimi graczami, najlepszymi jego zdaniem na świecie. Mimo iż mężczyzna nie daje mu normalnie żyć, jego obecność pozwala mu go mieć go na oku: w historii zamieszczonej w numerze z okazji Free Comic Book Day Boomerang ukradł coś, na czym zależało Kingpinowi - z dwojga złego łatwiej śledzić Freda. Do tego jako dodatkowy lokator pozwala im mieć mniejszy czynsz, a u Petera znów kiepsko z kasą. Niewiele później Peter uświadamia sobie, że jest praktycznie spóźniony na pewną koferencję naukową. Na miejscu mamy kilka mrugnięć oka do fanów przygód Spider-Mana. Przede wszystkim jest to postać Cindy Lawton, nawiązanie do paktu z Mephisto, ale także nazwa "Brand New Day". Słowa te u wielu fanów Pająka kojarzą się z największym złem tego świata, tutaj zaś określają erę, w której następuje koniec z plagiatami naukowymi. Dla przykładu program, który ma służyć do sprawdzania prac, skanuje dokonania Petera. Na jego nieszczęście odkryto, iż dokonał plagiatu prac Otto Octaviusa (co miało miejsce, gdy ten urzędował w ciele Petera za czasów Superior Spider-Mana). Mamy tu więc sporo dobra dla tych, którzy od lat śledzą przygody Pająka. Następnie Peter traci pracę, spotyka się z MJ by obgadać tę sprawę, musi także skonfrontować się z May - nie ma co ukrywać, że wolałem, gdy ciotka wiedziała o drugiej tożsamości Parkera i mam nadzieję, że do tego w końcu znów dojdzie. Inaczej ich kolejne spotkania są dość krępujące, brak w nich czegoś interesującego i wydają się po prostu zbędne.


W międzyczasie dowiadujemy się, że to retrospekcje, a w czasie rzeczywistym Peter pomaga innym bohaterom uporać się z inwazją obcych. Herosi jednak na jego widok niezbyt się cieszą. Powód? Jakiś czas temu (co wyjaśnia kolejna retrospekcja) Wilson Fisk, burmistrz miasta, uznał Spider-Mana jako jedynego superbohatera, który może legalnie działać. Nie spodobało się to innym bohaterom, których najwyraźniej nie przekonują tłumaczenia Petera. Spider-Man odkrywa w końcu, że to nie żadna inwazja, tylko mistyfikacja Mysterio. Gdy bohater szybko pokonuje złoczyńcę, pędzi do MJ by w końcu znów wyznać jej miłość, do czego zmierzał cały ten numer. Tak, ułamek modłów części fanów Pająka został wysłuchany. Nie jest to jeszcze odwrócenie całego One More Day i paktu z Mephisto, ale Spencer rzuca tyle ukrytych do tego aluzji, że albo bawi go gra z czytelnikiem, albo coś jest na rzeczy. Po 10 latach wydaje się więc, że Peter znów będzie z Mary Jane, dla wielu to jedyna słuszna sytuacja. Dla mnie również jest to coś, co powinno pozostać te 10 lat bez zmian. Ale czy po tej dekadzie ma to znów sens? Myślę, że tak, ale ten jeden numer to jeszcze za mało, by przejść do tego wszystkiego na porządku dziennym. Mam nadzieję, że Spencer z głową to rozwinie i nie wyjdzie za kilka numerów historia, w której dowiemy się, że ten związek jednak nie ma sensu. Wtedy chyba podziękuję, nie tędy droga.

Co ciekawe, scena pocałunku Petera i MJ nie jest ostatnią w tym komiksie. Po kilku słowach od edytora serii dostajemy jeszcze sporo plansz, które kontynuują wątek złapanego Mysterio. Ten jest sądzony za swoje czyny i nie idzie mu najlepiej własna obrona. Na miejscu by mu pomóc zjawia się Janice Lincoln, prawniczka, która działa także jako Beetle. To kolejna obok Boomeranga postać, którą Spencer wcześniej świetnie pisał w Superior Foes of Spider-Man. Wszystko przerywa jednak pojawienie się jeszcze kogoś, tajemniczej postaci który okazuje się stać za powrotem Mysterio do świata żywych i mającym na swym celu naszego pajęczego bohatera. Wszystko to rozgrywa się w niezbyt ciekawej scenerii, gdy innych obecnych w pomieszczeniu zaczynają pochłaniać różne robaki. Rozmowa Mysterio z tajemniczym gościem nie miała jednak miejsca w rzeczywistości i złoczyńca sam już nie wie, co się z nim dzieje. Sam też nie wiem, co o tym wszystkim myśleć i czy naprawdę była konieczność dorzucać te plansze do tego numeru? Czy nie dałoby się wpleść ich jakoś w główną fabułę bez potrzeby angażowania kolejnego rysownika, Humberto Ramosa? Nie zawsze za nim przepadam, tutaj wypada całkiem dobrze, ale wolałbym spójną graficznie opowieść, bo i to co wcześniej i to co jeszcze po tym wtrąceniu następuje, rysuje Ryan Ottley.


Numer jest  mocno przeładowany różnymi wydarzeniami, tym bardziej gdy na koniec dostajemy jeszcze dwie plansze, na których Peter ponownie spotyka się z Cindy Lawton. Wyjaśnia mu ona, ku jego zaskoczeniu, że wydział postanowił dać mu szansę do obrony po namowach jednego z wykładowców. Okazuje się być nim nie kto inny jak... Lizard, który widząc mężczyznę każe mu zająć miejsce obok innych studentów. Tym samym numer ma kilka zakończeń, każde całkiem dobre, ale czuję lekki natłok tego, co chciał zmieścić w tym numerze Spencer.

Scenarzystę tego numeru cenię za wiele rzeczy. Śledziłem Morning Glories, gdy jeszcze się ukazywało (kiedy sezon trzeci?), podobała mi się część tego, co zaprezentował na łamach komiksów o Samie Wilsonie i Stevie Rogersie, przyjemny był też pierwszy tom przygód Ant-Mana. To co jednak wydaje się tu być najważniejsze, to to, że uwielbiam jego Superior Foes of Spider-Man. To lekka, zabawna i przyjemna lektura z dobrze zarysowanymi postaciami (m.in. wspomniany Boomerang i Beetle, ale także Shocker), znajdująca rolę w świecie Marvela dla wielu podrzędnych kryminalistów. Na podstawie moich doświadczeń ze Spencerem wiem, że jego humor wpasowuje się w mój (w tym numerze śmiałem się przy każdej scenie z fotelem do masażu, naprawdę, sam się nieco dziwię), ma zmysł do konstruowania skomplikowanej, wielowątkowej historii, z masą ukrytych wskazówek co do dalszego ciągu fabuły. Jedyny problem mam z tym, że pod naciskiem edytorów może wyjdzie nam tu kolejne Secret Empire - coś ze sporym potencjałem, kilkoma dobrymi momentami, ale w ogólnym rozrachunku przytłoczone przeciętnymi i czasem nielogicznymi rozwiązaniami. Znając historię Spider-Mana, można spodziewać się właśnie wielkich corocznych historii i to mnie niepokoi. Póki co zapowiedziano Spider-Geddon, który ma być kontynuacją Spider-verse, z tym że... nie pisze tego Spencer, więc czy event ominie główną serię o Pająku? Czekam na więcej informacji w tej kwestii.


Co do rysunków: Ryan Ottley sprawdził się świetnie w Invincible i nie wątpiłem, że i w Marvelu się dobrze odnajdzie. To charakterystyczny artysta, ale jego styl bardzo pasuje do tego, co póki co chce pokazać Nick Spencer. Jest lekko i dynamicznie, mam nadzieję że zostanie w tej serii na dłużej i w ostateczności zobaczymy jako uzupełnienie artystów do tej pory nie rysujących Pająka. Niestety, już tutaj Marvel wcisnął Ramosa, i mimo mojej sympatii, wolałbym by dali szansę zaprezentować się komuś innemu, nowemu. 

Nie był to świetny numer, ale na pewno coś, czego wyczekiwały osoby znudzone poczynaniami Slotta w ostatnich latach i marzące o powrocie do dawnego status quo lub czegoś mu bliskiemu, w tym i ja. Spencer wrzuca masę nawiązań do dawnych komiksów, w tym świetnego Sensational Spider-Man Annual, pokazuje, że docenia związek Petera i MJ i stojącą za nim bogatą historię. Pytanie, czy redakcja pozwoli mu na to, czego chcieliby fani? A może da nam coś więcej? Nick Spencer w duecie z Ryanem Ottleyem dostarcza nieco przeładowanej informacjami historii, ale mającej w sobie wiele dobrych momentów i ciekawie zapowiadających się wątków, więc na pewno będę póki co śledził dalej tę serię.

Wojtek "Rodzyn" Rozmus


Amazing Spider-Man #1 
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Ryan Ottley


Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "INFINITY", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela. 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.